"W życiu piękne są tylko chwile.."
******************************************************************************
-Gotowa?-spytałem ukochaną. Wreszcie po miesiącu wracamy do domu. Jej stan się narazie nie pogorszył, ale też nie polepszył. Regularnie musi przyjmować chemię.
Już mieliśmy wychodzić, gdy zatrzymał mnie lekarz.
-Panie Messi chciałbym jeszcze z panem chwilę porozmawiać.
-No dobrze.
-W takim razie zapraszam.
-Stan pana ukochanej polepszył się, aczkolwiek nie do tego stopnia, aby mówić o czymkolwiek. Chemia w końcu przestanie działać i wtedy będzie musiała wrócić do szpitala.
-Wiem o tym, po co mi pan to mówi?
-Powiem panu wprost. Pani Alisa powoli umiera.Leczenie nie pomaga.Wprawdzie są nowoczesne metody...
-Ale one kosztują?
-Tak, dokładnie. Są ona bardzo drogie i nie zapewniają, że pomogą i wyleczą. Są najczęściej to doświadczenia, pierwszy raz stosowane, no ale jeśli pan chce mogę panu załatwić takie leczenie, ale nic nie obiecuję...
-Niech pan załatwi, to nasza ostatnia nadzieja. Być może.-powiedziałem zrozpaczony.
W końcu pojechaliśmy do domu. Alisa cały czas spała. Może to i lepiej, mam więcej czasu, aby poukładać sobie w głowie, co jej powiem.
-Kochanie, jesteśmy w domu.-obudziłem ją.
-Nareszcie. Chrapałam?
-Troszeczkę-na co się uśmiechnęła. Była taka blada. Strasznie schudła i straciła trochę włosów. Dlaczego akurat ona? Moja Ali? Przecież ona jest taka niewinna, taki aniołek.
-Leo, co powiedział ci lekarz?-zapytałą, dosiadając się do mnie na kanapę.
Wzdychnąłem- Ali, dotychczasowe leczenie nie pomaga.
-Czyli to znaczy, że umieram?-w jej oczach zaczęły gromadzić się łzy.
-Nie Alisa, nie umrzesz! Nie pozwolę ci na to. Nawet tak nie mów.
-Ale taka jest prawda.
-Jest jakaś nowa metoda leczenia, jeszcze niestosowana. Podobno jest bardzo dobra i ma ci pomóc. Trzeba spróbować.
-Jakie to mi daje szansę na przeżycie?
-....Ali
-Może lepiej dać spokój i dać mi spokojnie umrzeć? Leo kocham cię i chcę z tobą żyć jak najdłużej, ale to nie ma sensu. Muszę się z tym pogodzić, że nie ma dla mnie ratunku. Śmierć chce mnie do siebie. Widocznie tak miało być..
-Nie wolno nawet ci tak mówić!-zacząłem płakać.
-Ja nie podejmę się tego leczenia i nikt mnie nie przekona. Mam dość, zrozum.
-A ty spróbuj zrozumieć mnie! Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie! To, co ja czuję to już się nie liczy?! Nieee, ta dyskusja nie ma sensu.
Wyszedłem. Usłyszałem jak zaczęła płakać.
__________________________________________________________________________
No i mamy następny, beznadziejny, ale jest:)
Chciałam Was przede wszystkim zaprosić na mojego nowego bloga. Nie nie jest to opowiadanie:). (narazie skupiam się na tym opowiadaniu a z kilkoma nie dałabym rady).
No, ale wracając do rzeczy. Postanowiłam zacząć też inne blogowanie, nie tylko pisanie opowiadań i założyłam nowego bloga, jakby to ująć ogólnie "o sobie", moich zainteresowaniach itp. W skrócie różne notki tematyczne. ZAPRASZAM!!!
http://tola-life.blogspot.com/
A następny rozdział pojawi się w poniedziałek!
Pozdrawiam cieplutko i jeszcze raz zapraszam na nowego bloga;*
Nie pisz, że jest beznadziejny, ponieważ jest wspaniały ;) Świetnie opisałaś uczucia Leo, aż uroniłam łezkę czytając to. Mam taką cichą nadzieję, że Ali uda się z tego wyjść. Czekam na poniedziałek i serdecznie Pozdrawiam. Oraz z ogromną chęcią wpadnę na nowego bloga (stałam się twoją stałą czytelniczką) :D
OdpowiedzUsuńPs. Zapomniałam, u mnie nareszcie nowa opowieść ;) http://wieczorneopowiesci2.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń