niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 10

"Nadzieja umiera ostatnia"
****************************************
-Panie doktorze co z nią?-zapytałem już nieco zniecierpliwiony.
-Pani Alisa przeszła bardzo ciężką operację...-zaczął.
-Do rzeczy proszę!!!-krzyknąłem nieźle podrażniony.
-Dobrze. Powiem panu wprost-to cud, że pańska narzeczona przeżyła. Podczas operacji mieliśmy wiele komplikacji, w pewnym momencie serce się zatrzymało.
-O mój Boże...
-Zaczęliśmy reanimować. Po długim czasie wszyscy zaczęliśmy tracić nadzieje na uratowanie jej, ale nagle odzyskała tętno. Teraz wszystko jest w porządku, jest aż bardzo dobrze. Alisa w spokoju będzie mogła zacząć leczenie. 
-Dziękuję panie doktorze. Naprawdę, uratował pan życie mojej narzeczonej. Nie wiem jak się panu odzwiecze.
-To nie mi proszę dziękować tylko Bogu. Przepraszam, muszę iść.
Długo rozmyślałem nad słowami lekarza. Może rzeczywiście Bóg nie chce Alisy jeszcze u siebie. To znak, że będzie żyć. Pan chce aby żyła. 
Ali jeszcze się nie obudziła. Postanowiłem spróbować normalnie żyć i iść na trening. Dawno mnie tam nie było. Strasznie zaniedbałem sport a niedługo ważny mecz. Chciałem zagrać, bo wiem, że Alisa bardzo by tego chciała. Zawsze mówiła, że kocha oglądać mnie na boisku jak gram. Zrobię to dla niej. Teraz wszystko będzie dobrze. Moja ukochana wyzdrowieje i wrócimy do normalnego życia, weźmiemy ślub, urodzi nam się gromadka dzieci, dożyjemy dalekiej starości, będziemy niańczyć wnuki a może i prawnuki. Wierzę w to z całego serca. 
***
Wreszcie dotarłem na trening. Szedłem tam nie ze spuszczoną głową, ale pełny nadziei i przekonania, że będzie dobrze. Gdy koledzy mnie zobaczyli najpierw nie wierzyli, że to ja idę taki uśmiechnięty. Ja chciałem porozmawiać z Neymarem, ale nigdzie go nie zauważyłem.
-Czyżby wrócił stary Messi? Pewnie z Alisą lepiej?-spytał Xavi.
-Tak, teraz będzie tylko lepiej.-odpowiedziałam.
-No to trzeba to uczcić!-wtrącił się Dani.
-Alves, ale ty masz narąbane w główce. Z jakimi ty pomysłami wyskakujesz. Może jeszcze dać Alisie alkohol?-skrytykował przyjaciela Bartra.
-W sumie trochę by jej nie zaszkodziło. Wręcz przeciwnie, rozgrzałoby trochę i od razu poczulaby się lepiej.-odpowiedział zadowolony z siebie Brazylijczyk.
-Witamy z powrotem wśród idiotów Leo!-odezwał się Pique.
-A ty Geri taki super mądry i poważny! Zwłaszcza chowając buty do klopa!-rzekł oburzony Busi.
-Tak, wiem coś o tym.-wydusiłem z siebie ze śmiechu. Zaczęliśmy się wygłupiać. Było tak jak dawniej. Nagle pojawił się trener. 
-Eeee, spokój mi tu!!! Zaczynamy trening!! Oo Leo, witamy wśród żywych.-uściskał mnie. Jak tam narzeczona, chyba lepiej?
-Aż tak widać po mnie?
-Tak, no dobra 5 kółek na początek!!
Biegłem obok Bartry. 
-Marc, wiesz czemu nie ma Neymara?-zapytałem.
-U dentysty dzisiaj jest i dlatego się spóźni. Byś widział jaki wczoraj był blady przed wizytą. A jeszcze mądry Dani go "pocieszał".
Wyobraziłem to sobie: zestresowany Neymar biegnie a za nim kochany Alves opowiadający mu straszne rzeczy o dentystach. Roześmiałem się na myśl o tym a Marc za mną.
-Szkoda, że tego nie widziałem.
-No żałuj. Ja normalnie prawie udusiłem się ze śmiechu. Nawet trener się śmiał aż mu łzy leciały. Ale zmieniając temat, z Alisą jest już lepiej tak?-spytał Bartra.
-Tak. Operacja była bardzo ciężka i długa. Lekarz mi mówił, że w pewnym momencie serce jej przestało bić, zaczęli ją reanimować, tracili już nadzieję, ale nagle wróciła. Na szczęście. 
-Na całe szczęście.-odetchnął.
-Operacja się udała. Z Ali już wszystko w porządku, wyniki są o dziwo najlepsze jakie miała od dawna. Lekarz stwierdził, że to jakiś cud, bo nigdy czegoś takiego nie widział. Jej stan się poprawia i są duże szansę, że wyzdrowieje.-odpowiedziałem mu wszystko. 
-Nawet nie wiesz jaką poczułem ulgę. Zwłaszcza jak cię dzisiaj zobaczyłem takiego zadowolonego.-przyznał.
-Nawet nie wiesz jaką ulgę ja poczułem słysząc to wszystko od lekarza.
-No i humor wraca-roześmialiśmy się.
-Naprawdę Leo cieszę się, że ten koszmar się wreszcie kończy.
-Ja też.
-Panowie, koniec tych rozmów i szybciej, bo zostaniecie w tyle.-krzyczał trener.
Przyśpieszyliśmy trochę. Nagle zobaczyłem najbardziej wyczekiwaną osobę od rana-Neymara. Zauważył mnie. Zdziwił się na mój widok. 
-Leo? Co ty tu robisz, z Alisą już dobrze rozumiem?
Nic nie powiedziałem. Podszedł do mnie i mnie uściskał. 
-Dziękuję Ci za wszystko, za pomoc.-powiedziałem wzruszony.
-Nie masz za co, jesteśmy przyjaciółmi. Ty też byś mi pomógł gdybym potrzebował pomocy. Najważniejsze jest to, że z Ali wszystko ok.-rzekł.
-Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Pamiętaj nigdy Ci tego nie zapomnę.
-A ty moim Leo. I to nigdy się nie zmieni. I pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.-opowiedział.
-Dziękuję.
- Może po treningu pojadę z Tobą do Alisy co?-zapytał chwile później. 
-Pewnie.
Po skończonym treningu pojechaliśmy od razu do szpitala. Moja narzeczona już się wybudziła. Uśmiechnęła się na mój widok.
-Hej-ucalowałem ją w czoło-kogoś ci przeprowadziłem.
W tym momencie wszedł Neymar.
-Neymar? Jak miło cię widzieć-wyciągnęła ręce aby go przytulić. On ją uściskał.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę-powiedział wzruszony.
-Wiem o wszystkim od lekarza.-zrobiła smutną minę-Chciałam Was przeprosić za kłopot. To wszystko przez to, że jestem nieodpowiedzialna i przez moją głupotę. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie-rozpłakała się.
-Alisa, to nie twoja wina! Nawet nie masz prawa tak mówić-zacząłem.
-To mogło się stać wszędzie: w domu, na ulicy, gdziekolwiek. To nie twoja wina.-dokończył Ney.
-Macie rację, ale i tak uważam, że nie powinnam sama wychodzić. Wiecie? Dziękuję Bogu za to, że mam takiego cudownego faceta u boku jak ciebie Leo, takiego cudownych przyjaciół, zwłaszcza takich jak ciebie Ney, ukochanego brata, bratanka... Nie chcę umierać. Chcę żyć, wziąść z Tobą ślub Leo, założyć rodzine, żyć jak normalny człowiek.-mówiła wzruszona.
-Ja też tego chcę kochanie, ale teraz odpoczywaj, jesteś zmęczona po operacji. Pózniej porozmawiamy.-pocałowałem ją i poczekaliśmy aż zasnęła. Potem poszedłem odprowadzić Neymara i się z nim pożegnałem. Wróciłem do sali Alisy i zasnąłem na krześle obok łóżka.
________________________________
Witam!
Postanowiłam, że jeśli to 10 rozdział to bedzie trochę dłuższy niż zawsze. Może sie nie podobać, bo nie wychodzi mi ostatnio pisanie, wiem.
No, ale opinie zostawiam Wam. Liczę na nie i pozdrawiam!:)


2 komentarze:

  1. Jest niesamowity. Czytając kawałek o treningu sama płakałam ze śmiechu. Dobrze, że Ali przeżyła no i wciąż liczę na to, że wyzdrowieje. Jak możesz pisać, że ci nie wychodzi skoro rozdział jest cudowny? Po prostu genialny. Czekam na next i Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny mi sie podoba :) fajnie jakby kazdy rozdzal byl taki dlugi bo wtedy lepiej sie czyta ;) czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń